Uchylając drzwi, poczułem zimne ciepło przechodzące przeze moją twarz. Brnęło ono do wszystkich komórek, wraz z zanieczyszczeniami dzisiejszego świata. Gdy coś dotknęło mojego umysłu, wyobraziłem sobie dziwne miejsce.
Na marmurowych wzniesieniach, otoczonych zielenią stały dwa śliczne wazony. Ich wzory, wyżłobione w glinie, z niezmierną precyzją wydawały się być jednym z siedmiu cudów świata. Choć nie wiedziałem co czuły, odseparowane od siebie, domyślałem się, iż musi być im upiornie ciężko. Dwie dusze patrzyły na siebie niczym dwa orły, patrzące na swoją zdobycz. Był to okropny widok. Łzy ściekały powoli z policzków, a drzewa wyśpiewywały smutne pieśni. Usiadłem na kamieniu, sięgnąłem po chusteczkę i zerknąłem na niebo. Pośród chmur plątały się dwa liście – jeden czerwony, drugi zaś zielony. Podróżowały pewnie już przez wieki, szukając miejsca na spoczynek. To złe uczucie, gdy jedna osoba nie może zbliżyć się do drugiej – nawet jakby tego bardzo chciała. Jednak w jednej chwili liście z niesamowitą mocą przeniosły się do wazonów, lecz do różnych. Patrzyłem się na to zjawisko i oczom nie mogłem uwierzyć. Złapałem silniej chusteczkę, którą miałem w ręce i rzuciłem nią do strumyka, który płynął zaraz obok mnie. Przez dłuższy czas patrzyłem jak zostaje ona nasiąknięta wodą, i opada na dno. Zamknąłem oczy i próbowałem wyobrazić sobie coś weselszego. Było to jednak niemożliwe. Nagle ujrzałem przed sobą łąkę kwitnących chabrów i ślicznych róż. Były na niej zwierzęta – borsuki, sarny, wilki, niedźwiedzie. Wszystkie stały wokół jednej rzeczy. „Wazony” – wykrzyknąłem. Zwierzyny odwróciły się do mnie i uciekły w las. Zacząłem biec za nimi, mając nadzieję, iż obudzę się z tego koszmarnego snu. Zmęczyłem się i pobiegłem z powrotem na polankę. Postanowiłem, że zaopiekuję się wazonami. Przyodziałem je w piękne szaty zasłaniając ich piękne wzory. Myślałem, że gdybym tego nie zrobił, stałoby się im coś złego. Przez lata czuwałem nad wazonami. Obudziłem się ze snu, podniosłem głowę. Nagle po policzku jednego, zaczęła spływać wielka łza. Spadła i rozprysła się na ziemi. Cały las zniknął, a korony drzew, które chroniły polane od wiatru uciekły ku góry. Poczułem okropny podmuch. Wazony spadły z pomników i rozprysły się na wszystkie strony, pozostawiając tylko na środku polany dwie chusteczki. Powietrze zabrało ją nad rzekę, i opuściło na dwa kamyki. Z niedowierzaniem patrzyłem na to. Złapałem się za głowę i zrozumiałem, że wszystkie moje starania poszły na marne, w sumie były one niepotrzebne – wszystko wróciło do pierwotnego stanu. Odtąd wiedziałem, że każdemu jest przeznaczony jakiś los.
Śmierć
-
Gdy rozpacz przeciskała się do ust mej chwały, Gdy pieśni traciły sens,
wojny życia ustały. Straciłem poczucie własnej wartości, Przez mych oczu
wielkiej s...
16 lat temu



0 komentarze:
Prześlij komentarz